WOŁYŃ 2019. ReAkcja

Prolog
„Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień – spod ziemi
Martwej – wyciąga gałęzie bzu, mieszając
Sny (…) Zima nas ochraniała otulając
Ziemię w śnieg zapomnienia, karmiąc
Tę resztkę życia suchymi bulwami wspomnień…”
Thomas Stearns Eliot, Ziemia jałowa

Nie wierzyłem poecie gdy stwierdzał; „Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień…” Gdybym uwierzył wybralibyśmy inny czas na rekonesans przed tegorocznym obozem… Wołyń budził się z zimowego snu. Wyschły już wszystkie drogi odsłaniając wypłukane z asfaltu oczodoły. I można było poruszać się po wołyńskich wertepach szybciej, patrząc czujnie pod koła samochodu. Ale my nie spieszyliśmy się. Nigdy się Tam nie spieszymy. W przeciwnym razie moglibyśmy przeoczyć krzyż w zagajniku, trop zamiatany przez wiatr, samotny głaz w szczerym polu, dróżkę niknącą na horyzoncie albo człowieka, który pamięta…

 

 

 Z Turzyska wyruszyliśmy późnym rankiem. Dopóki dało się jechać przez dulibowski las, jechaliśmy. Później trzeba było zostawić samochód i maszerować ścieżką coraz to bardziej zapadającą w ciszę leśnego interioru. Prowadził nas ukraiński przewodnik z pobliskich Sołowicz, Jarosław Kaszuba. Znaliśmy to nazwisko. Dwa lata wcześniej, gdyśmy szukali śladów ostatnich dni (lipiec `43) emisariusza Rządu Rzeczypospolitej, porucznika Zygmunta Rumla, przywołał je w rozmowie z nami staruszek z sąsiedniej wsi Kustycze. Brzmiało złowrogo. Las gęstniał, a my kluczyliśmy po zakrętach i rozwidleniach leśnej nitki. Szliśmy próbując robić zdjęcia, by zapamiętać drogę, ale las wokół był wszędzie taki sam. Drzewa były jeszcze nagie co pozwalało zaglądać za kurtynę po obu stronach ścieżki by nie przeoczyć tego, czego szukaliśmy. Przewodnik zszedł wreszcie ze szlaku. Jeszcze przez chwilę przedzieraliśmy się za jego śladem rozpychając się między drzewami… A potem zobaczyliśmy grób. 2019 04 00 bis 1
PERSONA / KAZIMIERZ / MAMA / ANIELA / DZIETI: / BOGUSIA / ALEK / PIOTRUŚ / KRYSIA / ZGINĘLI / 30 VIII 1943 ROKU / PAMIĘĆ OD CURKI / I SIOSTRY TERESY / POKUI ICH DUSZOM 2019 04 00 bis 2
Tytułowy bohater elliotowskiego poematu – „wydrążony człowiek” – pytał po latach: gdzie był wtedy Bóg? Nie wiem, nie jestem teologiem, ale odpowiedziałbym: gdzie był wtedy człowiek? Jeden, przyszedł rano owego sierpniowego dnia z hordą takich jak on. Przyszedł, by zabić… Dowodził lokalnym oddziałem Ukraińskiej Powstańczej Armii. Nazywał się Kaszuba. Iwan Kaszuba. Nie zapomniał o małej Kolonii Niebrzydów. I polskiej rodzinie Personów. Zginęli wszyscy prócz kilkuletniej dziewczynki. Ta zdołała uciec, dzięki matce. Jej rozpaczliwy krzyk nie sparaliżował dziewczęcych nóg tylko serce, dlatego biegła przed siebie dopóty, dopóki serce nie stało się zwykłym mięśniem, który pompuje krew, nie wspomnienia. Tułała się przez kilka godzin po lesie nic nie rozumiejąc z otaczającego świata. A potem spotkała ludzi. Innych, chociaż tej samej narodowości co mordercy. Przygarnęli ją, nakarmili, próbowali przytulić… Nie pozwoliła. Nie rozumiała, że ukraińskie ręce służą nie tylko do mordowania. Próbowali ochronić; zabrali do cerkwi, przechrzcili, dali na imię Tania. A potem przyszli Polacy i zabili Ukraińców. Tak to zapamiętało dziecko, które nie wiedziało, że w ramach akcji odwetowej Armii Krajowej ginęli także niewinni Ukraińcy. I znów las był jej domem, drzewa rodzeństwem, a słońce i księżyc rodzicami. Była jak Mowgli z Księgi dżungli Kiplinga. Tyle, że Mowgli nie płakał. A potem znów przygarnęli ją Ukraińcy. Próbowali przytulić… ale dziewczynka już nie umiała wyciągać rąk do ludzi. Po nocach śniła rodziców nie wierząc słońcu i księżycowi, a w dzień biła się z rusińskimi dziećmi. Nie rozumiała dlaczego, czuła że tylko tak może ukoić sny. Kiedy wojenny zamęt poniósł się dalej, hen nad Wisłę pojawili się ludzie z Polskiego Czerwonego Krzyża i zabrali dziewczynkę do Polski, do Chełma. Tam znalazła ją siostra matki, też Teresa… Dziewczynka urosła, założyła rodzinę, wychowała dzieci, ale nie potrafiła odpędzić snów, więc w 1994 roku przyjechała do swojej rodzinnej miejscowości. Chciała postawić krzyż w miejscu gdzie pierwszy raz miała rodzinę i ostatni raz rodziców i rodzeństwo. Ukraińcy z pobliskich Dulib przyjęli ją z otwartymi ramionami. Ugościli, zapłakali i pomodlili się. Razem z nią. Dziewczynka pozwoliła się przytulić. A potem ukraińscy sąsiedzi postawili rodzinie Personów pomnik, dlatego nagrobna inskrypcja zawiera błędy ortograficzne, ale to pomnik serc ludzkich, nie absolwentów polonistyki.
2019 04 00 bis 3Kiedy w maju szukałem ponownie ścieżki do Kolonii Niebrzydów świat wokół był już zielony. Kilkadziesiąt minut zajęło mi znalezienie pomnika. A kiedy dotarłem do celu, na miejscu zastałem własne zdziwienie. Wokół ocean buchającej flory, a pośród niego wyspa; pomnik rodziny Personów. Wszystko wokół było wyplewione i oczyszczone… To Jarosław Kaszuba wraz z mieszkańcami Sołowicz dba o pamięć tego miejsca. Daleki kuzyn Jarosława; Iwan, na czele takich jak on, wymordował okolicznych Polaków. Ich masowy grób w lesie pokazał nam ów staruszek z Kustycz. W nocy mordercy załomotali do drzwi jego rodzinnego domu. Kazali ojcu zaprzęgać konie, a potem zwozić do lasu ciała pomordowanych. Ich zapomniany grób znajduje się tam do dzisiaj. „Suche kości krzywdy nie zrobią nikomu…”, a mimo to leżą w ziemi jak winowajcy, którzy mogliby skrzywdzić, gdyby ich przenieść z lesistej celi do poświęconej ziemi. Czyż nie tak panie Wiatrowycz?
Iwan zginął zabity kilkadziesiąt dni później przez sowieckich żołnierzy, którzy nie oszczędzili także jego żony. Oszczędzili córeczkę. Miała na imię Marusia. Może czerwonoarmiści byli trochę bardziej miłosierni od upowców? Marusia z czasem wyrosła, wyszła za mąż, założyła rodzinę. Zmarła kilka lat temu… A dzisiaj daleki kuzyn Iwana; Jarosław, notabene wójt sołowickiej gminy, wskazuje Polakom miejsce pochówku zamordowanej rodziny Personów i opiekuje się ich grobem. Do dzisiaj Ukraińcy nazywają To miejsce „Personowoje”. 2019 04 00 bis 4
Dlaczego o tym piszę? Dlatego żeby było Wam łatwiej odpowiedzieć na pytanie – gdy już znajdziecie się na wołyńskim szlaku – „gdzie był wtedy człowiek”? Może był w Dulibach i próbował przytulić małą Tereskę, może był w Kustyczach i nie bał się powiedzieć prawdy, może pojechał w lipcu `43 roku na spotkanie z delegacją UPA, by zapobiec bratniemu rozlewowi krwi… A Bóg? Może to człowiek o nim zapomniał…? Wojewoda wołyński Henryk Józewski, widywał Go jeszcze w latach `30-tych na Wołyniu. Osobistą audiencję miał w Kołkach, małym, zapadającym się miasteczku, gdzie żyli Polacy, Ukraińcy, Żydzi, Rosjanie… Odbywała się właśnie uroczystość poświęcenia nowego kościoła. Po oficjalnej części staruszek proboszcz zaprosił wszystkich na poczęstunek. Wojewoda, siedząc między lokalnymi przedstawicielami różnych wyznań był świadkiem rozmowy, z której wynikało, że każdy z nich miał swój udział w budowie katolickiej świątyni, ba, przekomarzali się kto pomógł więcej; pop dał drzewo na dach, rabin szkło na witraże, ksiądz zebrał brakujące fundusze… Henryk Józewski tak zapamiętał swoje widzenie z Panem Bogiem: „słońce patrzyło na Kołki wzrokiem słonecznym i słońce było w ludziach. Było im dobrze. Warto było na to patrzeć…”
PS. Eliot nie miał racji. W jakimkolwiek miesiącu nie wybralibyście się na Wołyń kości tak samo wołać będą…

Jacek Bury, Koordynatora Projektu ReAkcja

Projekt dofinansowano ze środków:
Senatu Rzeczypospolitej i Funduszu Inicjatyw Obywatelskich

 NIW CRSO logo bis FIO logo bis„Współfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności –  ze środków Funduszu Inicjatyw Obywatelskich na lata 2014-2020.” 

FE PL na jasne tlo 240

FUNDACJA NIEPODLEGŁOŚCI
ZOSTAŁA UHONOROWANA NAGRODĄ
XXV FORUM EKONOMICZNEGO
W KRYNICY

DLA ORGANIZACJI POZARZĄDOWEJ
EUROPY ŚRODKOWO-WSCHODNIEJ

(2014)



Logo sklep



Nagroda Prezydenta RP 200



GEH



Bohater NKD



rok zolnierzy wykletych

 

Logo RZT

 

300x600 tlo 

raze z ulraina logo3

YouTube logo full color

logoCK

Adam Plakat 1 proc 2018 FB 300x300

PROSIMY O WSPARCIE 1%
DLA CHOREGO DZIECKA
NASZYCH PRZYJACIÓŁ
KRS: 0000037904
CEL: 14622 ADAM WACHOWICZ

Dzięki za pomoc!
Może się przydamy dziecku...