Ostrówki 2012. Obóz drugi

 

W dniach 11 – 12 maja odbyła się druga, tegoroczna wyprawa do Ostrówek. Tym razem celem wołyńskiej eskapady było odnalezienie masowej mogiły mieszkańców wsi pomordowanych w Ostrówkach 30 sierpnia 1943 roku podczas bandyckiej napaści Ukraińskiej Powstańczej Armii.

         Dowództwo nad 15-osobową ekipą sprawował dr Leon Popek, mający niezbędne doświadczenie w pacyfikowaniu dużych grup wolontariuszy. Leon w naszym wołyńskim środowisku legitymuje się ksywą Mama-Tata, bo pełni obie te funkcje jednocześnie. Z tego też powodu zgarnia dubeltowe profity w ciągu roku (Dzień Matki, Dzień Ojca), ale 1 czerwca (Dzień Dziecka) nie ma łatwo...

         Nasza wyprawa odbywała się pod patronatem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Konsulatu RP. Towarzyszyli nam przedstawiciele tych instytucji: z Warszawy dotarł do nas Adam Kaczyński, zaś z Łucka Krzysztof Wasilewski. Z oboma panami znajomość zadzierzgnęliśmy już jakiś czas temu, dość powiedzieć, że Adam był z-cą komendanta letniego obozu harcerskiego na Wołyniu w 2008 roku podczas naszej pierwszej, dużej wyprawy na Ukrainę. Dzisiaj eksploruje z ramienia ROPWiM tereny całej ściany wschodniej zapuszczając się aż na Syberię. Z kolei Krzysztof Wasilewski wspierał logistycznie nasze wakacyjne obozy na Wołyniu, podczas których młodzież z OHP wraz z wolontariuszami z Lublina porządkowała cmentarze i miejsca pamięci narodowej na byłych Kresach II RP. Obydwaj wspierali organizację prac ekshumacyjnych jakie odbyły się w roku minionym w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej. Dotarł na miejsce zbiórki rzecz jasna także Anatol Sulik, opiekun miejsc pamięci narodowej z Kowla. Historia przesunęła mu granicę nie w tą stronę co trzeba, no i pozostał po tamtej stronie Bugu. Od tamtej pory zinwentaryzował ponad 70 (sic!) polskich cmentarzy na Wołyniu. Z Lublina dotarła do nas także wyposażona w profesjonalny sprzęt poszukiwawczy ekipa Adama Sikorskiego, autora znanych programów telewizyjnych o tematyce historycznej, takich jak: Było, nie minęło czy Zwiadowcy historii. Adamowi Sikorskiemu towarzyszyli: Tomasz Smyk, operator kamery i Robert Kmieć, który zajmował się obsługą georadaru, urządzenia umożliwiającego wykrywanie zmian strukturalnych ziemi na głębokości kilku metrów. Z całą trójką również pracowaliśmy przy poszukiwaniach masowych mogił mieszkańców Ostrówek i Woli Ostrowieckiej w roku 2011. Wówczas udało się odnaleźć - choć nie za pierwszym razem – szczątki pomordowanych na tzw. Trupim Polu i na terenie Woli Ostrowieckiej. Ekshumacje przeprowadzone w dwóch rzutach (lipiec/sierpień) przyniosły makabryczny plon: na Trupim Polu wydobyto szczątki 231 osób, głównie kobiet i dzieci, zaś w Woli Ostrowieckiej, w budynku przedwojennej polskiej szkoły znaleziono kości około 79 osób.

             Celem obecnego wyjazdu na Wołyń było odnalezienie gospodarstwa Suszków, położonego kiedyś w obrębie wsi Ostrówki, dzisiaj w szczerym polu. To tu wg relacji ocalałej z pogromu Zofii Kieruj, z domu Suszko, upowcy mieli zakopać około 100 osób. Pani Zofia, wówczas kilkunastoletnia dziewczyna, gehennę swojej wioski obserwowała z niewielkiego wzniesienia, ukryta w zbożu. Teraz przyjechała do Ostrówek wraz z innymi świadkami (Edwardem Waleczkiem i Marią Matyszczuk) by pomóc w odnalezieniu mogiły. Kto jak nie ona miałby wskazać lokalizację jej rodzinnego domu, będącego grobem tylu mieszkańców Ostrówek. Ciekawie było patrzeć na zachowanie pani Zofii. My pochłonięci wyznaczaniem terenu eksploracji, zapatrzeni w gps-y i elektroniczne czytniki georadaru oddaliśmy się w pacht XXI-wiecznej techniki. Pani Zofia rozejrzała się po trawiastej pustyni, westchnęła i zawyrokowała: to tu! po czym usiadła w wybranym przez siebie miejscu czekając aż zmądrzejemy. I nie ruszyła się z niego dopóki linia obszaru przez nas rozkopanego nie zetknęła się z jej stopami. Było już wczesne popołudnie. W kurzu i skwarze letniego dnia przyszło nam zmagać się z upałem i zmęczeniem. Za nami rozciągał się szmat rozkopanej powierzchni. Oprócz kilku drobnych kostek i resztek cegieł po wiejskich zabudowaniach nie znaleźliśmy nic. I teraz, patrząc na panią Zofię nabierałem przekonania, że może jednak okaże się, że ,,mędrca szkiełko i oko” to rekwizyt dla cierpiących na astygmatyzm. I żałowałem, że tak się nie stało, że serce też okazało się ślepe...W miejscu wskazanym przez panią Zofię wykopaliśmy tylko równomiernie rozłożoną ziemię i własne złudzenia... Zakopując dół myślałem już tylko o niesprawiedliwościach tego świata ...

             Od początku naszego pobytu towarzyszyli nam podczas poszukiwań młodzi, ukraińscy archeolodzy z firmy Wołyński Starożytnosti, kierowanej przez Ołeksego Złotohorskiego. Poznaliśmy się jeszcze podczas pracy przy ekshumacji w Woli Ostrowieckiej. A teraz znów pracujemy razem. Pierwszy dzień poszukiwań zakończył się jednak fiaskiem. Wieczorem wróciliśmy na obozowisko. Teren, na którym rozbijamy od dwóch lat ostrowiecki obóz zawsze wzbudza niepokój wśród jego debiutujących uczestników. Widok jaki przedstawia sobą kilka namiotów w scenerii nieodległych krzyży może faktycznie wywołać sprzeczne emocje. Formalnie rzecz biorąc namioty stoją na terenie cmentarza, ale jest to mylne wrażenie. Wynika to z faktów, które miały miejsce na początku lat `90-tych: podczas karczowania lasu porastającego cmentarz oraz grodzenia terenu wokół niego mylnie wyznaczono powierzchnię cmentarza powiększając tym samym jego teren o 16 metrowy pas ziemi ciągnący się na całej jego szerokości. Potwierdzeniem tego faktu było odsłonięcie – w wyniku wykarczowania lasu - starych, dębowych słupów wyznaczających przed wojną granicę nekropolii. Tak powstała ziemia niczyja formalnie będąca w granicach cmentarza - choć nie będąca nim w istocie - a nieformalnie zaadoptowana przez naszą grupę jako teren obozu, gdzie mamy do dyspozycji prysznic, palenisko, jadalnię a nawet lodówkę, którą faktycznie stanowi ziemna jama przykryta deskami i folią. W upalne dni jest jednak gwarancją zbawczego chłodu napojów i jakości żywności tu składowanej. Debiutanci zawsze są pod wrażeniem. I ten ich zachwyt czasem wykorzystujemy poczynając drobne figle. Tym razem padło na Andrzeja Kieresa, zupełnego nowicjusza. Andrzej sprawnie wdrożył się do obozowych prac, ale nie ominął go psikus: zbyt pochopnie uwierzył, że rozsmarowany na jego plecach krem układa się w napis: Superman. Dorota Jurkowska zdążyła jeszcze zrobić pamiątkowe zdjęcie.

               Powoli rozkładamy obozowisko. Zmęczeni i zniechęceni dzisiejszym niepowodzeniem. Nie pierwszy to bowiem raz, gdy bezowocnie przeszukujemy teren dawnych Ostrówek. Ostatni raz byliśmy tu ze sprzętem poszukiwawczym latem minionego roku... Piotr Gawryszczak, wieczny optymista serwuje nam antidotum na wszelkie smutki: śmiech i śpiew. A gdy sam będzie musiał tego dnia opuścić ostrowiecki obóz usłyszę w ślad za nim smutny głos Anatola: to z kim ja dzisiaj będę śpiewać?! Wśród kakafonii ptasich głosów siadamy do kolacji. Dr Leon próbuje wzorem swojego kolegi - choć z innej branży - dr Dolitttle`a nawiązać kontakt z pierzastymi śpiewakami. Jest pasjonatem i znawcą latającego drobiu, imponując nam zawsze znajomością głosów, zaśpiewów i wokaliz poszczególnych przedstawicieli tutejszego ptactwa. W tej dziedzinie tylko Anatol dotrzymuje mu kroku. Zachwyty Leona nad ptasimi trelami puentuje lakoniczną frazą Adam Sikorski: ,,mój znajomy, lubelski filharmonik twierdzi, że bardzo fałszują”. Na obozie, nad ranem szczególnie mam zawsze podobne wrażenie. Delektując się zjadamy kolację. A mamy czym. Dzisiaj zaprzyjaźnione Ukrainki na prośbę Jerzego Jurkowskiego przygotowały dla nas furę pielmieni, tutejszy rarytas - małe pierożki nadziewane mięsem. Pycha. Także nasz obozowy kucharz Jurek Drąg mógł się trochę wałkonić. Wieczór już w pełni gdy zasiadamy przy ognisku. Pogawędka ciągnie się do późnej nocy. Aż głowa boli nieco od tego gawędzenia rankiem, następnego dnia, ale bez ociągania ruszamy do działań. Najpierw wracamy na teren przedwojennej polskiej szkoły we wsi Wola Ostrowiecka. Rozszerzamy w stosunku do ostatnich poszukiwań miejsce eksploracji. Trafiamy tu na pojedyncze szczątki dość często, choć rozsiane na dużej przestrzeni – to efekt rozwłóczenia po okolicznych polach resztek kości przez maszyny rolnicze: pługi, brony itp. I tu masowej mogiły już nie znajdziemy. Pozostaje jedyne właściwie, rozsądne wyjście zaproponowane przez Leona: przyjechać tu wiosną, wynająć okolicznego mieszkańca z odpowiednim sprzętem (traktor) i wybronować teren wokół dawnej polskiej szkoły. I wszystkie oddane przez ziemię kości pozbierać i złożyć na ostrowieckim cmentarzu, pod pomnikiem ofiar mordu UPA, tam gdzie złożone zostały kości mieszkańców Ostrówek i Woli Ostrowieckiej wyekshumowane na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat. Tak postanawiamy. Na koniec poszukiwań zmówimy tu jeszcze krótką modlitwę pod krzyżem postawionym przez Leona w roku poprzednim na miejscu tragedii sprzed blisko 70 laty. Po krótkim posiłku wracamy jeszcze do Ostrówek. Jeszcze szukamy gospodarstwa Suszków. Jeszcze mamy całe popołudnie. Wieczorem powierzchnia dawnej wsi Ostrówki naznaczona jest plamami zrytej ziemi – to miejsca naszych złudzeń. Wszystkie te punkty na mapę naniesie Leszek Karłowicz, skrupulatnie zapisujący miejsca wszystkich naszych ziemnych rozkopów. Wracamy na teren obozu. Ale to nie koniec. Już teraz powstaje plan powrotu do Ostrówek, w następnym roku, wiosną, gdy ziemia jest jeszcze miękka. Można wówczas za pomocą specjalistycznych świdrów spenetrować sprawnie, duży powierzchniowo obszar. To jest jakaś szansa. W tym czasie gdy jeszcze zastanawiamy się nad miejscami kolejnych odwiertów Anatol wraz z Witoldem Warakomskim, wolontariuszem-arystokratą pracują na terenie cmentarza, stawiając pomnik rodziny Gutowskich. Ten pomnik to granitowa bryła o kształcie ostrosłupa, z datą pochówku - rok 1875. Został przez nas odnaleziony w poprzednim roku na ostrowieckim cmentarzu przy okazji kopania kwatery, do której później złożono szczątki mieszkańców ekshumowanych z mogił na Trupim Polu i Woli Ostrowieckiej.                    

       Jest słoneczny wieczór upajający zapachem kwitnących drzew, fałszujących ptaków i tego co szczęśliwi ludzie zwą urodą życia. Gdzieś na piaszczystej wydmie jeszcze niedawno grzał się zaskroniec, nad głową bezszelestnie przefrunął puchacz, motyl siadł na figurce Matki Boskiej, z oddali echo odpowiedziało Witoldowym basem, że muszę wracać do pracy... ale nie usłyszałem. Ten cmentarz przypomina raczej salę porodową niż miejsce ostatniego spoczynku, jest raczej symbolem początku niż końca... Wyobraźcie sobie rozległe wzgórze-polanę pośród wysokiego lasu…a na niej dębowe, kilkumetrowe krzyże w promieniach zachodzącego słońca. Najstarszy z nich z wyrytą datą – 1894 rok: miejsce pochówku niejakiego Iwana (Jana) Jakimiuka...

           Historia tutejszego cmentarza to historia małej ojczyzny - dwóch polskich wsi: Ostrówek i Woli Ostrowieckiej, których mieszkańcy, na tym parafialnym cmentarzu chowali swoich bliskich. Pojawili się na Wołyniu jeszcze za króla Władysława Jagiełły. Nazywano ich Mazurami z racji pochodzenia, przybyli tu bowiem z Mazowsza. Na przestrzeni swojej bytności na ziemi wołyńskiej ocalili swoją tradycję narodową, językową i etniczną. Co do powstania samych wsi brak jednoznacznych przekazów, powstały one najprawdopodobniej w końcu XVI wieku. Swoistą ciekawostką jest pierwszy, nietypowy spis ludności Ostrówek. W 1650 roku stacjonowało tu wojsko. Żołnierskie konie stratowały okolicznym chłopom oziminę, na co ci zareagowali skargą. Spisano nazwiska poszkodowanych zachowując w ten sposób tożsamość ostrowieckich protoplastów. I dzisiaj na pomnikowych inskrypcjach ostrowieckiego cmentarza można znaleźć choćby nazwisko Kuwałek, jednego z owych włościan wymienionych w tym pierwszym spisie mieszkańców wsi. Oprócz grzebanych tu parafian także Historia postanowiła odcisnąć swój ślad na tym skrawku polskiej ziemi. Podczas wojny polsko-bolszewickiej zginęło w pobliżu wsi sześciu żołnierzy polskich i pięciu rosyjskich. Dziś wszyscy spoczywają na ostrowieckim cmentarzu. Z kolei w trakcie agresji sowieckiej 17 września 1939 roku, trzech oficerów Wojska Polskiego poległo nad Bugiem, broniąc przyczółków na rzece. Oni także znaleźli miejsce wiecznego odpoczynku na cmentarzu w Ostrówkach. Ich, jak i ofiary wojny 1920 roku (zarówno polskie i rosyjskie) uczczono na cmentarzu poprzez postawienie kamiennych krzyży w obramowaniu wielkich kamieni. Ten cmentarz to historia Polski pierwszej polowy XX wieku zapisana pomnikowymi epitafiami.

       Przed wybuchem II wojny światowej liczba mieszkańców obu wsi wynosiła w przybliżeniu około 1500 osób. Ich koniec nastąpił 30 sierpnia 1943 roku. W ciągu jednego ledwie dnia oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii położył kres tym kilkuwiekowym wsiom. Zginęło w sumie 1052 mieszkańców Ostrówek i Woli Ostrowieckiej. I na pół wieku zniknęli stąd Polacy. Proces przywracania tego miejsca polskiej pamięci rozpoczął na początku lat 90-tych Leon, syn ocalałej z wołyńskiej rzezi mieszkanki Woli Ostrowieckiej. We współpracy ze stroną ukraińską podjęto pierwsze prace porządkowe, na terenie dawnych Ostrówek odnaleziono w krzakach bzu krzyż misyjny i figurkę Matki Boskiej. Nie udało się zaś ocalić cmentarnej kapliczki, po której zostały już tylko rozkopane fundamenty. W roku 1992 przeprowadzono pierwsze ekshumacje wydobywając z terenu byłych zabudowań gospodarskich (Trusiuka w Ostrówkach i Strażyca w Woli Ostrowieckiej) szczątki 324 osób. Przy okazji natrafiono w Ostrówkach na ślady rozkopów przeprowadzonych tu w latach 70-tych przez KGB prowadzącego śledztwo przeciwko zbrodniarzom z UPA. Wszystkie wyekshumowane przez stronę polską kości złożono na cmentarzu w Ostrówkach. I w czterdziestą dziewiątą rocznicę mordu z udziałem władz Polski i Ukrainy odprawiono uroczystości pogrzebowe. Na kolejne ekshumacje i chrześcijański pochówek ofiar ukraińskiego ludobójstwa strona polska czekała 19 lat, do roku 2011, gdy wyekshumowano szczątki ofiar pomordowanych na Trupim Polu i na terenie byłej polskiej szkoły w Woli Ostrowieckiej.

       Od roku 2008 swój ślad na ostrowieckim cmentarzu odcisnęła także młodzież OHP i wolontariusze z Lublina, którzy w czasie wakacyjnego obozu zawsze odwiedzają Ostrówki wykonując tu szereg prac porządkowych. Ale ten cmentarz ,,należy” do Leona i wspierającego go od początku Anatola. Ten pierwszy przywrócił go polskiej pamięci odnajdując na nowo pośród wołyńskich lasów, ten drugi, bo postawił na nim więcej pomników niż ktokolwiek inny.

         Nasz obóz dobiegał końca. Sprawnie złożyliśmy namioty. I pożegnawszy młodych, ukraińskich archeologów ruszyliśmy w stronę granicy. Nie udało się znaleźć masowej mogiły w Ostrówkach ani w Woli Ostrowieckiej, ale znów znacznie zawężyliśmy obszar poszukiwania. To powinno przynieść efekty, być może już podczas następnej wyprawy do Ostrówek.

                                                         Tekst i zdjęcia: Jacek Bury    

ps. zainteresowanych historią Ostrówek i Woli Ostrowieckiej, tamtejszej parafii i cmentarza odsyłam do książki dr Leona Popka, ,,Ostrówki. Wołyńskie ludobójstwo”, do której sięgałem pisząc ten tekst.

ps. Fundacja Niepodległości współfinansowała i współorganizowała drugi obóz w Ostrówkach, a członkowie Zarządu Fundacji oraz jej Rady Programowej wzięli także czynny udział w pracach poszukiwawczych

FE PL na jasne tlo 240

FUNDACJA NIEPODLEGŁOŚCI
ZOSTAŁA UHONOROWANA NAGRODĄ
XXV FORUM EKONOMICZNEGO
W KRYNICY

DLA ORGANIZACJI POZARZĄDOWEJ
EUROPY ŚRODKOWO-WSCHODNIEJ

(2014)



Logo sklep



Nagroda Prezydenta RP 200



GEH



Bohater NKD



rok zolnierzy wykletych

 

Logo RZT

 

300x600 tlo 

raze z ulraina logo3

YouTube logo full color

logoCK

Adam Plakat 1 proc 2016 FB 800x800

PROSIMY O WSPARCIE 1%
DLA CHOREGO DZIECKA
NASZYCH PRZYJACIÓŁ
KRS: 0000037904
CEL: 14622 ADAM WACHOWICZ

Dzięki za pomoc!
Może się przydamy dziecku...