"Kwarta" nr 3(4)/2012 - Wstępniak

 kwarta 0342012 okl

 

A ja już nie potrafię inaczej... 


Na samym skraju tej starej mapy jest kraj, do którego tęsknię. To moje miejsce u zbiegu dróg, gdzie się z zachodem spotyka wschód. Można by przytoczyć wiele strof i całych poematów opisujących moją ziemię, gdzie żyją ludzie dobrzy i uczynni.


Dla wielu rodaków pojawienie się w polskiej telewizji w latach osiemdziesiątych XX wieku filmów ze Szczepciem i Tońciem, którzy chcieli zarobić dwieście złotych, aby zbudować sobie dom, było leciutkim powiewem zmian. Teraz w publicznej telewizji nawet tych starych filmów nie puszczają. Są, owszem, programy dokumentalne i fabularyzowane, traktujące o ważnych wydarzeniach naszej trudnej historii na Kresach i w czasach komuny.
Jednak, żeby zobaczyć taki film, trzeba zarywać noce i poranki. Może to metoda, abyśmy zapomnieli. Wycofać historię ze szkół, ograniczyć liczbę lekcji języka polskiego i powtarzać kłamstwo o konieczności zeuropeizowania się mojego narodu, i już za jakiś czas nikt nie upomni się „o naszą i waszą wolność”, bo nie będzie czuł takiej potrzeby.


Kiedyś wielkim odkryciem przekazywanym sobie z rąk do rąk był wiersz będący pozornie apoteozą stalinizmu, w którym odpowiednio ułożone obok siebie zwrotki odkrywały jego prawdziwy sens, iż: runą w łunach, spłoną w pożarach na ziemskim globie flagi czerwone. Jakie obecnie „wygibasy” musi czynić ten, kto nie chce ograniczyć się tylko do wolności do konopi i wolności od myślenia? Czy tak bardzo są one inne od tych sprzed laty? Być może teraz jest z tym gorzej, bo przecież i klimat już nieco inny, i brak już wielu ludzi pamiętających jak to było… tam na Kresach.

Na szczęście daje się zauważyć odradzanie miłości do korzeni i tamtych stron, które dla nas są już zagranicą. Najważniejsze, że ta niezaznana wcześniej miłość dotyka 
coraz częściej ludzi młodych, którzy są stąd, nie mają korzeni kresowych, ale coś 
im w duszy gra i coś ich ciągnie tam, gdzie szum Prutu, Czeremoszu i gdzie 
czerwonej ruty niekoniecznie trzeba szukać wieczorami.

Trwają tam jeszcze ci, których opuścili wszyscy, a oni nie chcieli dać się wygnać z ziemi ojców i dziadów, wydzieranej z obszarów bezkresnych lasów i puszcz. Dla nich wielkim corocznym świętem jest przybycie pieszej pielgrzymki do Matki z Ostrej Bramy, kiedy mogą podzielić się z pielgrzymami tym, czego często im brakuje – kromką chleba. Ale oni dzielą się z nami także tym, czego może zbyt często nam brakuje – codzienną miłością dla tej, co nie zginęła.


Dobrze jest czasami zadać sobie trud i próbować odszukać to, co nas łączy. Szczególnie na Lubelszczyźnie widać, że jest to ważne. Ta ziemia (zawsze w centralnej Polsce) jakże często leżała o wiele bliżej zachodnich rubieży Rzeczypospolitej niż krańców wschodnich rozciągniętych po Dzikie Pola i stepy Akermanu.


Jeśli choć trochę zakosztujesz tych zaczarowanych przestrzeni, poznasz żyjących tam ludzi, nie zdziwi cię, dlaczego Ref-Ren śpiewał ze ściśniętym gardłem: Już mi raz zabrali Wilno, już mi raz zabrali Lwów, ale z serca mi nie wyrwą moich dwóch najdroższych słów. Zrabowali mi już sporo, z moich snów i naszych serc, lecz tęsknoty nie zabiorą, bo tęsknota we mnie jest!

Zrozumiesz także zdziwienie Witkacego wyrażone słowami Jacka Kaczmarskiego:
Już pół wieku prawie zżera mnie ziemia sowiecka, chociaż żyły otworzyłem na polskim Polesiu.


Aby wręcz fizycznie poczuć, czym dla tamtych ludzi była polskość, koniecznie trzeba
sięgać po klasykę literatury. Bezwzględnie należy przeczytać Pożogę Zofii Kossak-Szczuckiej i Burzę ze wschodu Marii Dunin-Kozickiej. Zrozumiemy wtedy ich postawy i przesłanie wraz z nimi idące.


Przywołajmy jeszcze raz kresowego wieszcza Feliksa Konarskiego, który – jak wielu innych – przeszedł przez azjatyckie stany Sowieckowo Sajuza, aby z Wojskiem Polskim generała Andersa dotrzeć do zielonej Italii.


Przypuszczam, że pan mnie zrozumie,
I sądzę, że pan mi wybaczy…
Bo ja już inaczej nie umiem,
Ja już nie potrafię inaczej!
Pan patrzy realnie na wszystko,
A ja – zamknę oczy czasami
I Lwów mam przed sobą tak blisko!
I Wilno mam tuż przed oczami!


My także już chyba inaczej nie umiemy. Dlatego kolejny numer naszego pisma poświęcamy m.in. kresowemu dziedzictwu oraz obronie Grodna i Tynnego podczas ostatniej wojny. Przedstawiamy też sylwetki wybitnego naukowca pochodzącego gdzieś spod Humania i wileńskiego konspiratora. Są oczywiście w tym numerze także obrazki z Lubelszczyzny.
Dotyczą zarówno prześladowań komunistycznych, jak i działań opozycyjnych lubelskiej i świdnickiej młodzieży w latach osiemdziesiątych minionego już wieku. Nie uciekamy także przed bardzo trudnymi tematami, jak choćby o wielkiej rzeszy ludzi bez honoru, którzy dla pieniędzy, świętego spokoju, kariery lub z innych powodów służyli swoimi donosami komunistycznej dyktaturze. Dlaczego? Jest to jedno z najwłaściwszych pytań, jakie powinniśmy wszyscy sobie stawiać. Dopiero w miarę pełna odpowiedź na to pytanie pozwoli nam zrozumieć…

Nie umiejąc inaczej, już kolejny raz ruszamy na Wołyń z tą samą ideą – aby zrozumieć i dać się ponieść wartościom, aby przez pracę w trudzie i znoju zachować najświętsze pamiątki – polskie kresowe cmentarze.


Przemysław Omieczyński
prezes Fundacji Niepodległości

2 Pulk Strzelcow Konnych
2 Pułk Strzelców Konnych
- lekcja historii

FE PL na jasne tlo 240

FUNDACJA NIEPODLEGŁOŚCI
ZOSTAŁA UHONOROWANA NAGRODĄ
XXV FORUM EKONOMICZNEGO
W KRYNICY

DLA ORGANIZACJI POZARZĄDOWEJ
EUROPY ŚRODKOWO-WSCHODNIEJ

(2014)



Logo sklep



Nagroda Prezydenta RP 200



GEH



Bohater NKD



rok zolnierzy wykletych

 

Logo RZT

 

300x600 tlo 

raze z ulraina logo3

YouTube logo full color

logoCK

Adam Plakat 1 proc 2018 FB 300x300

PROSIMY O WSPARCIE 1%
DLA CHOREGO DZIECKA
NASZYCH PRZYJACIÓŁ
KRS: 0000037904
CEL: 14622 ADAM WACHOWICZ

Dzięki za pomoc!
Może się przydamy dziecku...